Szli godzinami, oddalając się coraz bardziej od ścieżki, którą podążali w ciągu dnia. Taya była u kresu sił: dyszała od szybkiego tempa, trzęsła się z zimna, a strach ściskał jej pierś.
Nocą las zmieniał się w nieprzyjazne miejsce, zupełnie inne od tego, które znali w świetle słonecznym. Wydawało się, że każdy krzak kryje w sobie czyhającego drapieżnika, a najmniejszy skrzyp gałęzi wystarczał, aby podskoczyła ze strachu…

Taya nie mogła tego dłużej znieść.
—Siergiej, dość tego! Nie mogę dalej! — krzyknął, dysząc.
—Twojego portfela nigdzie nie widać, a ta latarka ledwo cokolwiek widzi!
—Wracamy! Jutro będziemy szukać spokojniej.
Młody mężczyzna idący za nią uśmiechnął się złośliwie i mruknął:
—Ty to wybrałeś…
Bez ostrzeżenia podniósł ciężki kloc i ze złością zawołał:
—Znikniesz na zawsze, idioto! Nienawidzę cię!
Cios był celny. Taya jęknęła i upadła. Siergiej, jako środek ostrożności, ściągnął ją ze ścieżki i mocno przywiązał do drzewa.
Jeszcze kilka godzin temu wszystko było inaczej. Taya spędziła większą część popołudnia przygotowując się przed lustrem, obserwując siebie z ekscytacją. Dzisiaj był wyjątkowy dzień!
Siergiej zaprosił ją na kolację do bardzo drogiej restauracji. Była przekonana, że poprosi ją o rękę. A na dodatek miała dla niego niespodziankę: właśnie dowiedziała się, że jest w drugim miesiącu ciąży.
„Ucieszy się z tej nowiny” – pomyślała podekscytowana. Była już ubrana na biało i szła wzdłuż nawy, a Siergiej czekał na nią na końcu nawy. Po raz pierwszy w życiu poczuła, że szczęście jej sprzyja, mimo że była bezbronną sierotą.
Dostała pracę jako kelnerka w pizzerii, gdy pojawił się Siergiej. Bogaty, wykształcony, charyzmatyczny… Przynosił jej kwiaty, recytował wiersze Jesienina. Taya zakochała się beznadziejnie. Patrzyłam na niego jak na we śnie, chłonąc każde jego słowo.
Ale coś ją bolało: nie przedstawił jej swoim rodzicom ani przyjaciołom. Zawsze były jakieś wymówki: praca, zobowiązania, brak czasu. Ich spotkania były tajne, jakby byli czegoś winni.
A potem wszystko się rozpadło.
Kiedy Siergiej dowiedział się o ciąży, przeżył prawdziwą transformację. Krzyczał i oskarżał ją, jakby to była jej wina.
—O czym ty myślałeś? Dzieci? Zamierzam podpisać kontrakt w Hiszpanii, to jest najważniejsze! Nie martw się, rozwiążemy ten problem. Dam ci pieniądze, pójdziesz do zaufanego lekarza. Błąd ten zostanie rozwiązany za tydzień.
Taya wybuchła płaczem. Próbował go powstrzymać, przemówić mu do rozsądku.
—Siergiej, na litość boską! Nie mogę tego zrobić! Teraz żyje, czuje wszystko! Myślałam, że mnie kochasz… Myślałam, że będziesz szczęśliwy! Powiem ci coś: urodzę to dziecko, niezależnie od tego, kto będzie chciał!
I wybiegła na deszcz, omijając kałuże, jak ranny kot.
Siergiej, wściekły, pomyślał sobie: „Co za idiota! Po prostu sierota… Nigdy nie chciałem niczego poważnego. Po prostu dałem się porwać tej miłej kelnerce. Ale to nie miało się zdarzyć”.
Miał już konkretne plany: odpowiednią narzeczoną – Annę, córkę ambasadora – i podróż do Hiszpanii, która miała się ziścić dopiero po ślubie.
Co teraz zrobić? A co jeśli Taya opowiedziałaby wszystko komuś wpływowemu? Nie mógł ryzykować!
Wtedy, jakby los podsunął mu rozwiązanie, zobaczył ogłoszenie w gazecie:
„Wycieczka na Syberię. Ogniska, piosenki, dziewicza przyroda. Niezapomniany weekend!”
-Doskonały! —pomyślał Siergiej. Jeśli zniknie w środku lasu, nikt nie będzie jej szukał. Nikt nie zauważy nieobecności sieroty…
Następnego dnia Taya nie mogła się skupić w pracy. Wszystko rozlała, potknęła się, została dwukrotnie upomniana i już groziło jej zwolnienie z pracy.
Wtedy zadzwonił telefon. To był on.
„Taya, moja kochana” powiedział Siergiej słodkim głosem. Myliłem się, straciłem rozum. Chcę naprawić pewne rzeczy. Proponuję wypad w ten weekend, wycieczkę po lasach tajgi. Czy nie marzyłeś zawsze o romantycznej przygodzie?
Dziewczynka niemal krzyknęła ze szczęścia.
-Hurra! W końcu zrozumiał! Wiedziałam, że mnie kocha! — wykrzyknęła Taya, przepełniona szczęściem, zgadzając się bez chwili wahania.
Nigdy wcześniej nie podróżowali razem, więc myśl o spędzeniu trzech dni z ukochanym napawała ją ekscytacją.
-Reklama-
Piękno tajgi zaparło Taisiy dech w piersiach. Majestatyczne cedry, wysokie jodły, dywan borówek i jeżyn oraz to czyste, odurzające powietrze, tak różne od tego w zanieczyszczonym mieście…
Uważnie słuchała każdego słowa przewodnika, nie pomijając ani jednego etapu wycieczki.
Podróż dobiegała końca. Pozostał nam tylko jeden ostatni spacer przed planowanym powrotem następnego ranka.
Tej nocy spali w drewnianych chatach na skraju małej wioski, w której było zaledwie dziesięć domów.
Ale Siergiej nie mógł spać. Nerwy go zżerały: jego plan był zagrożony.
Taya, ze swoim pogodnym i otwartym usposobieniem, nie chciała oddalać się od grupy. Śpiewała z innymi przy ognisku i z entuzjazmem zjadała złowioną przez siebie rybę.
Teraz albo nigdy.
Poczekał, aż dziewczyna zaśnie. Następnie, udając pośpiech, potrząsnął nią delikatnie.
—Kochanie, pomóż mi… Zgubiłam dokumenty! Chyba zostawiłem je na parkingu. Nie mogę się bez nich obejść! Są moje karty, pozwolenia, wszystko…
Zawahała się, półprzytomna.
—Czy nie byłoby lepiej pójść jutro? Poinformuj przewodnika. Zgubimy się i będzie już za późno…
-Reklama-
Ale Siergiej nalegał i błagał:
—Nie chcę przeszkadzać grupie! Obiecuję, że już niedługo! Mam latarkę, znam drogę i nie zbłądzimy.
Taya, naiwna i ufna, poddała się. Włożył kurtkę, nieświadomy liny ukrytej pod jej kurtką.
Szli długo, oddalając się coraz bardziej od wyznaczonej ścieżki. Tempo było szybkie, zimne, wilgotne powietrze przenikało przez rękawy, a nocny las zdawał się zmieniać: każdy cień stanowił zagrożenie, każdy skrzyp był ostrzeżeniem.
Taya była wyczerpana, trzęsła się ze strachu i zimna.
—Siereża, dość! Nie mogę już tego znieść! Twój portfel jest nigdzie niewidoczny, a dzięki tej latarce jest prawie niewidoczny! Wracajmy! Jutro kontynuujemy poszukiwania!
Zatrzymał się za nią, a jego wyraz twarzy stwardniał. Cichym, okrutnym głosem wymamrotał:
—Ty tak postanowiłeś… Teraz zniknij na zawsze, głupcze! Nienawidzę cię!
I brutalnym ciosem powalił ją na ziemię, uderzając w nią grubym kłódem.
Młoda kobieta jęknęła i upadła na ziemię, tracąc przytomność.
Nie tracąc czasu, Siergiej odciągnął ją dalej od ścieżki, mocno przywiązał do drzewa, zakrył jej usta szmatą i uciekł w pośpiechu.
Wróciwszy do obozu, dyskretnie ukrył jej plecak w swojej walizce. Trząsł się. Nie miał odwagi, żeby zadać sobie śmierć. Ufał, że dzika natura zajmie się resztą.
Następnego ranka podszedł do przewodnika ze wzruszoną miną.
—Alexander… Wczoraj wieczorem pokłóciłem się z moją narzeczoną. Nie podobała mu się tutejsza atmosfera… Powiedział, że źle się poczuł i wziął taksówkę. Właśnie z nią rozmawiałem, jest już na lotnisku.
Ja też dziś wyjeżdżam. Bez niej nie ma sensu tu zostawać.
-Co za niespodzianka! — wykrzyknął Aleksander, zdziwiony. Pierwszy raz coś takiego mi się przytrafiło… Ale cóż, w miłości różne rzeczy się dzieją. Jeśli chcesz, możesz wrócić autobusem po obiedzie. Masz trzydzieści minut na podjęcie decyzji, podczas gdy ja zorganizuję grupę.
Niczego nie podejrzewał. Dobrze ubrany turysta nie wyglądał na przestępcę. Jaki miałby powód, żeby kłamać?
Siergiej uśmiechnął się w duchu. Wszystko poszło idealnie. Teraz pozostało mu tylko poślubić Annę i udać się do Hiszpanii, z dala od grzechu.
Dwa zniszczone życia nie miały żadnego znaczenia dla jego sumienia.
Taya obudziła się w południe.
Jego powieki były ciężkie, a zdrętwiałe ręce związane z tyłu pnia. Ciało było pokryte śladami po ugryzieniach, twarz była opuchnięta, fioletowa i piekła z bólu.
Ale najgorsze dopiero się zaczęło.
Przed nią jasne oczy obserwowały ją zza krzaków. Wilk. Warknął, ukazując żółtawe kły, a futro stanęło mu dęba. Słyszał oddech swojej ofiary, wyczuł jej strach.
Taya zamknęła oczy, sparaliżowana, i łamiącym się szeptem jęknęła po raz ostatni.
Wtedy usłyszeliśmy strzały.
Jeden. Dwa. W pobliżu. Bardzo blisko.
Wilk uciekł z przenikliwym wyciem i zniknął w zaroślach.
Podszedł mężczyzna. Miał na sobie kamuflaż, a na jego ogorzałej od wiatru twarzy widniała blizna.
-Hej! Czy żyjesz? Trzymaj się, wyciągnę cię stąd! — mruknął, odwiązując ją. Jakie bestie mogłyby to zrobić…
Szybko ją uwolnił. Taya próbowała przemówić, ale jej spierzchnięte usta ledwie były w stanie wydobyć z siebie szept.
-Dziękuję…
I zemdlała w jego ramionach.
Strażnik Michaił trzymał ją mocno i niósł na rękach w kierunku swojej chaty.
W drodze pomyślałem:
„Skąd ona się wzięła? Sądząc po jej ubraniu, to na pewno turystka. Czy może być częścią grupy wycieczkowej? Muszę się dowiedzieć…”
„Ale dlaczego była związana i miała poważny uraz głowy? Ktoś ją naprawdę mocno uderzył! „Cudownie przeżył, bez wątpienia!”
Przez trzy tygodnie opiekował się nią z troską, podawał jej lecznicze napary, obniżał gorączkę i pomagał jej w powrocie do zdrowia. Młoda kobieta cały czas majaczyła i krzyczała, wołając kogoś o imieniu Sierieża.
W końcu kryzys minął i stan dziewczyny zaczął się poprawiać.
Taya obudziła się w dużym, miękkim łóżku, w którym czuć było zapach tytoniu i ziół. Bała się przemówić, patrząc na ogromnego mężczyznę, który tak czule się nią opiekował.
Jego groźny wygląd ją przeraził, zwłaszcza blizna na twarzy i gęsta broda.
Nieznajomy jako pierwszy przerwał ciszę: „Cóż, wygląda na to, że czujesz się lepiej. Jestem Mikhail, miejscowy strażnik. A jak masz na imię?”
„Taya, jestem…” wyszeptała słabo.
„No więc, Tayechka, powiedz mi, jak się tu znalazłeś? Kto ci to zrobił, kto cię związał linami? Może powinnam zadzwonić na policję; mogą cię już szukać.”
Taya przypomniała sobie okropności, które przeżyła i, przytłoczona rozpaczą, zaczęła płakać.
«Nie mam dokąd pójść!» I nikt mnie nie szuka! Mój narzeczony mnie zostawił, bo byłam w ciąży i nie zgodziłam się na aborcję! On to wszystko zaplanował i zostawił mnie tu! Ostatnie słowa, jakie do mnie powiedział, brzmiały: „Nienawidzę cię!” Lepiej byłoby, gdyby mnie od razu zniszczyli! „Jak mam teraz żyć?”
Płakał gorzko, czując okrutną niesprawiedliwość swego losu.
Misza zmarszczył brwi i spojrzał poważnie.
„A więc tak było? No cóż, zostań tu na razie. Muszę pomyśleć! I wyrzuć te mroczne myśli z głowy. Na zewnątrz jest więcej światła, tutaj w środku jest życie lub śmierć, a to natura decyduje.
Wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami, a Taya słyszała, jak mężczyzna zaciekle rąbie i układa drewno.
Minęło dziesięć minut ciszy, aż Misza wrócił, usiadł obok niej i przemówił łagodnym tonem:
«Wierzę ci, Tajeczko. Twoje oczy nie kłamią. Zostań ze mną, jeśli chcesz, nie wyrzucę cię. Życie tutaj jest ciężkie i wymaga pracy, ale tajga jest hojna. Nakarm tych, którzy szanują twoje dary. Przyjmę Twoje dziecko jak swoje, wszystko będzie uczciwe i słuszne. Jeśli nie chcesz zostać, nie będę cię zmuszał; Jeśli musisz pojechać do miasta, pomogę ci tam dotrzeć.
I odszedł, wracając do lasu.
Misza nigdy nie sądził, że może czuć coś takiego. Przysiągł, że będzie trzymał się z daleka od innych, zwłaszcza od kobiet. Życie obeszło się z nim okrutnie. Służył w Afganistanie, został schwytany i spędził trzy lata w dole, znosząc niewypowiedziane cierpienia. Blizny pozostały na całe życie. Potem przez wiele nocy krzyczał jak szalony, budził się spocony i trząsł się. Jego matka zmarła, gdy czekała, a narzeczona Alionka opuściła go, gdy zobaczyła jego blizny na twarzy.
Wycofał się do lasu, gdzie został strażnikiem leśnym. Kochał swoją pracę i potrafił zrozumieć zwierzęta jednym spojrzeniem.
A potem odbyło się to spotkanie.
Początkowo współczuł biednej dziewczynie, ale gdy zaczął się nią opiekować i obserwować, jak jej stan się poprawia, nieuchronnie zakochał się w jej małych rączkach, dołeczkach w policzkach i delikatnych, kręconych blond włosach.
Dziś postanowił być szczery, bez względu na konsekwencje.
Gdy o zmierzchu wrócił do chaty z królikiem na kolację, jego serce biło niespokojnie. Zastanawiał się, czy go zostawiła, czy została.
Gdy zobaczył światło w oknie, natychmiast poczuł ulgę, a pod jego bujną brodą pojawił się uśmiech.
W domu pachniało cudownie. Taya kończyła przygotowywać na kuchence zupę kapuścianą z grzybami i aromatycznym naparem.
Nie mówiąc już ani słowa, spojrzała mu w oczy i wyszeptała:
„Zgadzam się, Misha, będę z tobą na dobre i na złe. Dziękuję! Tylko proszę, nie porzucaj mnie i nie zdradzaj.
Osiemnaście lat minęło szybko. Rodzina strażnika Kaszyna stała się obiektem zazdrości wszystkich mieszkańców. Mieli wierną i piękną żonę Taisiję oraz syna Jarosława, inteligentnego i wysportowanego młodzieńca, wysokiego jak drzewo.
Z biegiem lat Taya stawała się coraz piękniejsza. Miłość męża i życie w tajdze napełniły ją witalnością, dzięki czemu pozostała zdrowa i silna.
Nigdy nie żałowała pozostania w tajdze z Miszą, małomównym olbrzymem o groźnym obliczu, który troszczył się o nią jak o skarb i z którym żyła w całkowitej harmonii.
Przygarnęła Yarika od samego początku i wychowała go stanowczo i z miłością. Młody mężczyzna radził sobie świetnie w szkole, więc rodzice postanowili wysłać go do stolicy, aby mógł spełnić swoje marzenie o studiowaniu medycyny.
Taya opierała się, pozwalając mu odejść, i narzekała:
„Nawet nie próbuj mnie przekonywać, jadę do miasta z Yarikiem! On nigdy nie widział dalej niż nasz rejon, a ja mieszkałam w Moskwie. „Pomogę ci się zadomowić w rezydencji, a potem wrócę do domu z czystym sumieniem”.
Misza zmarszczył brwi, zaniepokojony. Nie chciał, żeby jego żona jechała do tej przeklętej stolicy, bo zawsze przywoziła ze sobą nieszczęście. Miałem złe przeczucie.
Ale nie mógł zrezygnować z pracy, więc niechętnie się zgodził.
Spacerując po zatłoczonych ulicach Moskwy, Taya i Yarik byli nieustannie zdumieni zmianami, jakie zachodziły. Jak bardzo miasto zmieniło się przez te wszystkie lata!
Nowe i luksusowe budynki, wieżowce sięgające nieba, eleganckie samochody jeżdżące alejami. Wszystko wydawało się takie inne.
Udali się do metra, gdzie wśród tłumu kręcili się żebracy i nieszczęśnicy. Jeden z nich, niechlujnie ubrany mężczyzna, niemal rzucił się jej do stóp, wyciągając rękę. Było w nim coś dziwnie znajomego.
Taya, zdezorientowana, wrzuciła kilka monet do swojego brudnego kapelusza i przyjrzała mu się uważniej. Wtedy krzyknął:
«Taya?» To ty? Jestem Siergiej! „Pamiętasz mnie?”
Kobieta poczuła dreszcz przebiegający przez jej ciało, jakby oparzyła się wrzątkiem. Okropne wspomnienia i wycie dzikiego wilka zaatakowały jego umysł…
Tymczasem Siergiej z ciekawością przyglądał się Jarikowi.
„To niemożliwe, czyż to nie mój syn? Wygląda tak bardzo jak ja, kiedy byłem młody! Ma nawet ten sam pieprzyk za uchem! „Nawet nie potrzebujesz testu, żeby to potwierdzić”.
Młody mężczyzna spojrzał na matkę ze zdziwieniem.
«Mamo, kto to jest?» A dlaczego tak mówisz? «Czy jesteś chory?»
Taya, sparaliżowana szokiem, nie wiedziała, co odpowiedzieć. Siergiej jednak wykorzystał tę okazję, żeby nią manipulować.
„Chcę zobaczyć mojego syna!” Mam pełne prawo! Spójrz, co mi zrobiłeś… Moje życie jest zrujnowane. Żona mnie zostawiła, mój biznes zbankrutował, od tego czasu wszystko się rozpadło. Teraz mieszkam w schronisku i żebrzę o jałmużnę. Ale Taya, czy pamiętasz jak bardzo się kochaliśmy?
Manipulator szukał litości, ale Taya nie mogła już tego znieść. Odzyskał panowanie nad sobą i patrząc na syna, powiedział:
„Nie, synu, ten człowiek nie kłamie. To twój biologiczny ojciec! Osiemnaście lat temu, kiedy dowiedział się, że jestem w ciąży z tobą, zabrał mnie do tajgi i zostawił tam, w lesie, na śmierć. Co prawda uderzył mnie kłodą i przywiązał do drzewa.
Yarik w milczeniu przypomniał sobie bliznę, którą kiedyś pokazała mu matka na karku. Teraz zrozumiałem prawdę.
Taya kontynuowała, zwracając się do Siergieja:
„Prawdopodobnie wszystko, co mi zrobiłeś, było z „miłości”, prawda, Siergieju? Ranger Michaił mnie uratował, przyjął, poprosił o rękę i wychował cię jak własnego syna. A ty… żyłeś w pokoju przez wszystkie te lata, wiedząc, co zrobiłeś, myśląc, że już nie żyję.
Zwrócił się do Yarika i powiedział stanowczo:
„Ty decydujesz, synu. Czy chcesz mieć cokolwiek wspólnego z takim „ojcem”? Jesteś już dorosły, możesz podjąć decyzję.
Z westchnieniem odszedł, dając synowi możliwość podjęcia decyzji.
Nie mogłem znieść widoku tego człowieka; Czułam do niego jedynie pogardę, ani krztyny współczucia.
Jarik spojrzał na Siergieja z wściekłością i pogardą.
«Jesteś potworem!» Przepraszam, że Cię tu znalazłem! Nie zbliżaj się do mojej matki i do mnie, bo pożałujesz! Teraz ma kogoś, kto będzie ją chronił.
Podszedł do Tayi, czule ją przytulił i powiedział:
„No, mamo, spóźnimy się na wywiad! „Niech Bóg go osądzi!”
Siergiej stał tam, odczuwając ciężar swoich czynów. Po raz pierwszy uświadomił sobie, co zrobił osiemnaście lat temu i jak okrutne to było. Los ukarał go surowo, pozostawiając nieszczęśliwego i samotnego.
Bez rodziny, bez dzieci, bez domu, bez pracy, tylko włóczęga pogardzany przez wszystkich.
Patrzyła, jak Taya i Yarik odchodzą na zawsze, i przez łzy wyszeptała:
„Wybacz mi, synu, za wszystko…”
Yarikowi udało się zapisać na uniwersytet, rozwiązać wszystkie problemy mieszkaniowe i chociaż pojawiły się pewne trudności, na szczęście w akademiku były jeszcze wolne miejsca. Ostatecznie matka i syn wrócili do domu, bo do rozpoczęcia roku akademickiego pozostał tylko miesiąc.
Tymczasem Misza, zaniepokojony, prawie oszalał od czekania. Rozważał to w myślach, obawiając się, że Taya i Yarik zdecydują się pozostać w stolicy po tylu latach.
Cóż innego można było zobaczyć w tajdze, oprócz dzikiej przyrody i ciężkiej pracy? A ona, taka piękna kobieta…
W końcu na stację przyjechał właściwy pociąg i Taya i Yarik wysiedli z jednego z wagonów.
Żona rzuciła się mężowi na szyję i mocno go przytuliła. Wciągnął znajomy zapach tytoniu i absyntu i z uśmiechem wyszeptał:
„Jak ja cię kocham, Mishenka! Nareszcie jesteśmy w domu! Nawet to powietrze jest inne. To coś znajomego, coś, co przypomina mi nas, bardzo różne od zgiełku i pośpiechu Moskwy.
Jarik wyciągnął rękę do Michała, uścisnął ją mocno i powiedział:
Cześć, tato! Tęskniłam za tobą. Co myślisz o tym, żebyśmy jutro poszli na ryby? „Kupiłem doskonałą przynętę!”
I puścił do niej oko z figlarnym uśmiechem.
Michał poczuł w sobie tak głębokie ciepło, że po raz tysięczny podziękował niebiosom za tamto spotkanie w lesie osiemnaście lat temu.
Tego wieczoru trójka delektowała się filiżanką aromatycznej herbaty z dżemem żurawinowym i pokruszonymi orzechami, a także z ożywieniem opowiadała o swoich przygodach w stolicy.
Ani Taya, ani Yarik nie wspomnieli o spotkaniu z Siergiejem. Oboje wiedzieli, choć nie musieli mówić, że mają szczęśliwą, zjednoczoną rodzinę i że nie warto przynosić jej więcej niepotrzebnych zmartwień.
Jeśli spodobała Ci się ta historia, podziel się nią ze znajomymi! Razem możemy przenieść ekscytację i inspirację na wyższy poziom!







