Weszła na plac szkoleniowy w przetartej koszulce, z wytartym plecakiem i włosami spiętymi nisko — wyglądała jak zwykła zagubiona rekrutka. Nowi się roześmiali. „Armia teraz werbuje ochotników za kulisami”, parsknęli.
W stołówce Derek podszedł do niej z tacą i głośno postawił ją na stole. „Hej, wędrowczyni”, powiedział dobitnie, by zwrócić na siebie uwagę. „Tu nie rozdają jałmużny.” Odrzucił tacę i wylał puree na jej koszulkę. Cała sala wybuchnęła śmiechem. Olivia po prostu otrzepała się z puree i jadła dalej, nie reagując.

Podczas rozgrzewki Lance brutalnie odepchnął ją ramieniem. Potknęła się i wpadła w błoto. „Co się z tobą dzieje, Mitch? Chcesz umyć podłogę?” Ich śmiech wypełnił powietrze. Olivia wstała, otrzepała ręce i pobiegła dalej, nic nie mówiąc.
Podczas ćwiczenia z mapą Kyle wyrwał jej kartę z rąk i podrwał ją na pół. „Zobaczymy, jak poradzisz sobie bez niej.” Kawałki poleciały na boki; ona szła dalej, nie zwalniając.
W symulacji walki Lance rzucił się na nią. Chwycił ją za kołnierz i wparł w ścianę. Jej koszulka rozdarła się, odsłaniając stare, czarne tatuaże na łopatce.
Gdy zbliżył się pułkownik, blady jak płótno, zapadła absolutna cisza…
Tatuaż na łopatce Olivii nie był zwykłą ozdobą — to był głęboko osobisty, silny znak. Wyrzeźbiony na skórze i ukryty pod ubraniem, wstrząsnął atmosferą całego treningu. Pułkownik, drżąc, nachylił się, by przyjrzeć się czarnym liniom.

To był misterny orzeł z rozpostartymi skrzydłami, otoczony pradawnymi symbolami wojskowymi. On znał ten tatuaż: to odznaka tajnej elitarnej jednostki, której misje poza granicami kraju znane były nielicznym.
Olivia nie była zwykłą rekrutką. Była wsadzona pod przykrywkę, by testować wytrzymałość żołnierzy wobec upokorzeń i trudów.
Pułkownik, zdając sobie sprawę, że jego własna tajemnica właśnie wyszła na jaw, wyprostował się, a jego oczy zabłysły podziwem i szacunkiem. Nie była tylko agentką — była kobietą zahartowaną w mroku, gotową na wszystko dla ochrony kraju.







