Sonya, starając się nie narobić hałasu, przeszła przez szczelinę w ogrodzeniu cmentarnym. Ona i jej przyjaciele założyli to tajne przejście wiele lat temu – właśnie po to, by móc odwiedzać cmentarz o każdej porze, nie narażając się na spotkanie ze strażnikiem, który był ciągle pijany i wyjątkowo nieprzyjemny. Ten człowiek przerażał ich o wiele bardziej niż sami zmarli.
Vanka i Mishka zostali złapani miesiąc temu i wysłani do sierocińca. Z drugiej strony Natasza również została ukarana przez swoich rodziców, gdy ją tu znaleźli. A teraz, pomimo dreszczy, które ją przeszły, Sonya postanowiła przyjść sama.
Rano cmentarz był dosłownie pełen ludzi. Dziewczynka spodziewała się obfitych zbiorów smakołyków, szczególnie słodyczy. Jego słabością były słodycze, zwłaszcza że można je było gromadzić i codziennie wyjmować kilka sztuk. Cóż, zapasy szybko się kurczyły – mówiła sobie, że cztery cukierki dziennie to rozsądna ilość, pięć to jeszcze lepiej… ale znikały zdecydowanie zbyt szybko.
Rozejrzała się ostrożnie i zauważyła kilku gości przygotowujących się do wyjścia. Sonya poszła w kierunku starej części cmentarza. Oczywiście, słodyczy było tam mniej – głównie kutię i okruszki ciastek.
Nie da się niczego podnieść — dlaczego starsze panie tak niedbale rozdrabniają jedzenie? Oni miażdżą i niszczą wszystko. Niezrozumiały! Potem usłyszała rozmowę dwóch babć: jedna tłumaczyła drugiej, że ptaki są duszami zmarłych, dlatego kruszymy jedzenie, aby ułatwić im do niego dostęp.
W starej części cmentarza, tak jak się spodziewała, nie było niczego interesującego. Sonia poruszała się między grobami powoli: im wolniej się poruszała, tym większe było prawdopodobieństwo, że nikt jej nie zauważy.
» Hej! Ty tam! »
Sonya nagle się odwróciła. Niewątpliwie! Strażnik pobiegł w jego kierunku, potykając się przy każdym kroku, trzymając miotłę w ręku.
Zdążyła tylko wślizgnąć się z powrotem przez szczelinę, po czym uciekła tak szybko, jak tylko mogła! Cmentarz był ogromny, a jego opiekun ledwo mógł się poruszać. Będzie mu ciężko ją dogonić. A potem, jeśli będzie miał szczęście, po dwóch minutach o wszystkim zapomni.
Sonya znalazła się w zupełnie nieznanym miejscu, w którym nigdy wcześniej nie była. Stała tam sparaliżowana, oszołomiona. Bogato zdobione nagrobki, zadbane ścieżki, wszystko pokryte schludnym żwirem… Niesamowite! Właśnie odkryła wejście na luksusowy cmentarz! Bez względu na to, ile razy ona i jej przyjaciele próbowali, nigdy nie udało im się przejść przez ten wysoki betonowy mur – jedyne wejście znajdowało się na środku, tuż obok stróżówki i kiosku z kwiatami. Nie da się wśliznąć.
„To szaleństwo!” » Sonya zatrzymała się przed imponującym pomnikiem. Przedstawiony mężczyzna wyglądał na żywego! Dziewczyna nawet dotknęła zimnego kamienia opuszkami palców. Szła dalej, rozglądając się dookoła, całkowicie zapominając o słodyczach, które jednak tam były. I nie byle jak: nie były po prostu układane na ziemi, ale ładnie ułożone w małych stosikach, lśniąc od pięknego, kolorowego papieru.
„Mamo… mamo…” – nagle skądś rozległ się głos.
Sonya podskoczyła i zaczęła się rozglądać.
Co za bzdura? Nikogo nie było w pobliżu. Kto inny mógłby zadzwonić do jego mamy? Dreszcz przebiegł mu po kręgosłupie – głos dochodził z podziemia. Chciała uciec, lecz jej nogi zdawały się być przybite do ziemi.
„Mamo”… Słowo to wydawało się jej obce, ale w chwilach wielkiego strachu zawsze je szeptała – i to jej trochę pomagało.
Sonya zrobiła krok w kierunku głosu i za dużym pomnikiem zobaczyła świeżo wykopany grób. Prawdopodobnie wkrótce miał się tam odbyć pogrzeb. Czy ktoś do niego wpadł? Gdy się zbliżyła, zobaczyła małego chłopca, mającego nie więcej niż pięć lat, utkniętego w błocie, patrzącego na nią przestraszonym wzrokiem.
— Hej ! Jak się tu znalazłeś?
Chłopiec wybuchnął płaczem:
— Schowałem się przed mamą… Wyciągnij mnie stąd, wyciągnij mnie! Mama !
Zdając sobie sprawę, że dziecko jest na skraju załamania nerwowego, Sonia warknęła na niego:
— Przestań płakać natychmiast, bo pójdę!
Chłopiec natychmiast zamilkł, choć łzy nadal płynęły.
—Posłuchaj mnie, jeśli mam cię stąd wydostać — powiedziała szybko — potrzebuję… czegoś, na co będę mogła się wspiąć, rozumiesz? W przeciwnym razie nie będę mógł się z Tobą skontaktować.
Chłopiec pociągnął nosem i skinął głową.
— Widziałem tu wcześniej wiadro, pójdę po nie szybko. Nie płacz, nie odejdę daleko. Po prostu weź wiadro, okej? —próbowała go uspokoić.
Skinął głową ponownie i otarł łzy brudnymi rączkami.
Sonya pobiegła w kierunku pomnika przedstawiającego mężczyznę z niepokojącym realizmem – to właśnie tam zauważyła duże ocynkowane wiadro wypełnione kwiatami. Gdzieś głęboko w jej sercu pozostała iskierka nadziei: nadzieja na spotkanie z matką chłopca. Jednak nadal panowała cisza.
Wróciła tak szybko, jak wyszła i zobaczyła, że chłopiec wciąż na nią patrzy, nadal tak samo zagubiony jak zawsze.
— Przesuń go tam, w róg — rozkazała Sonya, wskazując na krawędź grobu.
Następnie zręcznie wskoczyła do środka. Pierwsze próby podniesienia chłopca nie powiodły się – obaj poślizgnęli się na rozmiękłej glinie. W końcu, za trzecią próbą, dziecku udało się wspiąć, chwytając się kępek trawy.
— Kostia! — krzyknął piskliwy głos.
Sonya, która dopiero co wyszła z dziury, była zaskoczona i niemal wpadła z powrotem do środka, ale udało jej się powstrzymać.
— Tutaj ! Już jest! — krzyknęła kobieta, przepychając się przez groby.
Ludzie biegali. Nieznajomy złapał Kostię i mocno go przytulił. Sonia spojrzała na nią ze zdumieniem: „Ona nosi takie eleganckie ubrania, a nie waha się nawet pocałować go całego brudnego w ramiona!”
— Mamo, to ona mnie uratowała! Ona ! — szlochał chłopiec, wskazując na Sonię.
Kobieta zwróciła się w stronę dziewczynki, po czym serdecznie ją objęła.
— Dziękuję, moja droga! Boże, jesteś cały umazany błotem! Twoja matka będzie cię strofować. Chcesz przyjść do mnie do domu? Umyję to wszystko, wysuszę twoje rzeczy i odprowadzę cię.
Strażnik, który obserwował scenę z niedaleka, warknął:
— Nikt jej nie strofuje. A jednak ona na to zasługuje, ta mała złodziejka cukierków na grobach.
Kobieta spojrzała na Sonyę ze zdziwieniem.
— Słodycze? Po co?
— Za co? Bo jest głodna, to oczywiste! — mruknął strażnik.
Kobieta rzuciła mu tak lodowate spojrzenie, że mężczyzna podniósł ręce i odwrócił się na pięcie.
— Zadzwonisz na policję czy mogę iść? — mruknął.
— Nie, nie, nie policja… — wyjąkała, wciąż w szoku.
Drżącą ręką ujęła dłoń Kostyi z jednej strony, a drugą wyciągnęła w stronę Soni.
— Chodź, szybko, biegniemy do samochodu. Na zewnątrz jest zimno, a ty wyraźnie potrzebujesz prysznica i dobrego posiłku.
Sonya nie protestowała. Była gotowa pójść za tą miłą i elegancką kobietą wszędzie – nawet na koniec świata! Spojrzała z zazdrością na Kostię i pomyślała: „Jaki on ma szczęście… Ma taką matkę!”
W samochodzie Sonia siedziała bardzo ostrożnie, żeby nie zabrudzić jasnych siedzeń. W kabinie ładnie pachniało. Kontrolki na desce rozdzielczej świeciły ładnie. Kostia z przejęciem opowiedział matce o odwadze Soni, o tym, jak go uratowała i jak udało jej się o własnych siłach wydostać z dołu.
— Soniu, powiedz mi… mieszkasz sama? — zapytała cicho kobieta.
Dziewczyna wzruszyła ramionami. Nienawidziła tego rodzaju pytań, ale tej kobiecie nie mogła nie odpowiedzieć.
— Nie, nie jestem sama… no cóż, są ludzie, ale ja nie chcę tam mieszkać. A potem nikt nie zauważa, że mnie nie ma. Mają inne zmartwienia…
— Nie mieszkasz z mamą?
— Nie. Mama umarła przy moim porodzie. Nigdy nie poznałem swojego ojca. Przygarnęła mnie siostra mojej matki wraz ze swoim mężem. Ale on ją zostawił i teraz ona pije całymi dniami. Przyszła pomoc społeczna, chcieli mnie oddać do sierocińca… więc uciekłam.
— Rozumiem… A długo już mieszkasz na ulicy?
—To już moja druga jesień… — mruknęła prawie niesłyszalnie Sonia.
Kobieta spojrzała na nią uważnie, pokręciła głową, ale nie zadała więcej pytań.
Sonya nigdy nie widziała takiej łazienki. Właściwie nigdy nie widziała czegoś tak wspaniałego, nawet w domu. Wchodząc, w milczeniu spuściła głowę z podziwem. „Jak tu pięknie!” „Nie można oderwać od niego oczu” – powiedziała ze zdumieniem, rozglądając się dookoła. „Więc tak żyją ludzie…”
„Nie bądź nieśmiały, wejdź.” „Tak czy inaczej, będziemy musieli posprzątać później” – powiedziała Anastazja Aleksandrowna z uśmiechem.
„Może powinnam już iść?” — zasugerowała nieśmiało Sonya, czując się nieswojo.
Kobieta szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia, po czym przemówiła łagodnym, uspokajającym tonem:
„Soneczka, proszę, nie bój się mnie. Nie zrobię ci krzywdy. Nazywam się Anastazja Aleksandrowna. Drzwi są tam, jeśli w ogóle. Chcesz, żebym ci pomogła?»
Gdy rozmawiali na korytarzu, nagle pojawił się rudy kot, majestatycznie przeszedł obok nich i usiadł na dywanie. Za nim podążał duży, kundel o wspaniałym wyglądzie.
Godzinę później, po kąpieli i dobrym posiłku, dzieci siedziały w kuchni. Starsza pani krzątała się wokół nich, nieustannie podając im jedzenie i mrucząc: „Ach, Nastia, masz takie dobre serce!” Przyjmujesz wszystkich do swojego domu…» Po czym z westchnieniem zwróciła się do Sonii: «Jaka chuda! Jedz, córko moja, nie patrz, jedz! »
Sonia jadła, nie śmiąc oderwać wzroku od talerza, ale czuła na sobie natarczywe spojrzenie Anastazji Aleksandrownej. A jej wygląd zmienił się zaraz po umyciu. Dziewczynka przestała żuć, odłożyła widelec i wyszeptała:
» DZIĘKI. »
„Soneczko, nie jesteś już głodna?” » zapytała zaskoczona Anastazja Aleksandrowna.
Oczy Sonii zabłysły wbrew jej woli.
„Już dużo zjadłem…”
I wtedy Anastazja Aleksandrowna wszystko zrozumiała.
„Sonya, myślisz, że patrzę na ciebie w ten sposób, bo tęsknię za jedzeniem?” Jedz ile chcesz, moja droga! Po prostu… jesteś strasznie podobny do kogoś…»
Sonya szybko wzięła widelec. „Aha, więc to wszystko… Mogę więc kontynuować spokojnie. »
Gospodyni i pokojówka szeptały do siebie, od czasu do czasu zerkając na gościa. Do Soni dotarły strzępki informacji: „Musimy zadzwonić do Olega…”, „A co jeśli się pomyliliśmy?” «, «A co jeśli to prawda? » Głowa zaczynała mu być ciężka, lecz apetyt mu nie słabł.
— Soneczka, chodź, przygotuję ci kanapę, żebyś mogła trochę odpocząć — zaproponowała łagodnie Anastazja Aleksandrowna.
Sonia zwykle nie lubiła spać: albo było zimno, albo się bała. Ale tutaj było ciepło i przytulnie. Zrelaksowała się i zasnęła natychmiast po przykryciu kocem. Tymczasem gospodyni już rozmawiała przez telefon:
„Oleg, rzuć wszystko i przyjeżdżaj natychmiast!” Myślę… Myślę… że córka Timofeya jest z nami! »
„Nastya, o czym ty mówisz?” Timofey zmarł dziesięć lat temu! »
„Oleg, chodź i zobacz sam!” »
„To na pewno oszuści!” Jak mogli tu tak wejść… A ta dziewczyna uratowałaby Kostię? Czy ona by go uratowała? »
„Oleg, nie krzycz, wszystko ci wyjaśnię” – uspokoiła go Nastia.
Jej mąż przybył dwadzieścia minut później. Kostia podbiegł do niego i zaczął szeptać mu do ucha swoją przygodę.
„Dlaczego szepczesz?” „spytał Oleg, instynktownie ściszając głos.
„Soneczka śpi, jest zmęczona po tym, jak mnie uratowała” – odpowiedział Kostia z uśmiechem.
Nastya i Oleg od dłuższego czasu starali się o dziecko. Lekarze nie widzieli żadnego problemu, ale cud nie nastąpił. Kiedy w końcu pogodzili się ze swoim losem, Nastia zaszła w ciążę z Kostją. Od tego czasu rozpieszczają syna, gotowi spełnić każdą jego zachciankę. Kostia wyrósł na mądrego i posłusznego człowieka.
Wrócił do swojego pokoju, a Nastya wzięła Olega za rękę. Cicho weszli do salonu, gdzie dziewczyna spała na sofie.
„Popatrz, Oleg…” – wyszeptała Nastya ledwo słyszalnie.
Oleg podszedł i stanął jak wryty, zszokowany. Wygląd dziewczyny dziwnie przypominał mu jego zmarłego brata, Timofeja. Nawet oczy Sonii, choć zamknięte, były tego pewne – były takie same: żółtobrązowe, o kocim spojrzeniu. Nie miał żadnych wątpliwości.
„Nastia… Nie rozumiem, jak to możliwe…” powiedział oszołomiony Oleg, gdy znaleźli się w kuchni.
Dziesięć lat wcześniej ich rodzina doświadczyła kilku kolejnych tragedii. Jego przyrodni brat, którego kochał bardziej niż własnego brata, zginął w wypadku motocyklowym po kłótni z rodzicami. Kłótnia wybuchła, gdy postanowił poślubić dziewczynę z biednej dzielnicy. Rodzice Timofeja wywołali taki skandal, że w końcu wsiadł na motocykl i odjechał. Godzinę później szpital zadzwonił z informacją… Katastrofa. On prowadził. Ich matka nie mogła znieść szoku i ojciec zmarł trzy miesiące później. Wszystko to postarzyło Olega o co najmniej piętnaście lat. A teraz… pod ich dachem pojawiła się dziewczyna podejrzanie podobna do swojego brata.
„Nastya, co robimy?” „spytał zdezorientowany Oleg.
„Co robimy?” Na razie nic nie powiedziano Sonii. Ale ty… ty musisz odkryć wszystko. Znajdź kobietę, z którą Sonya nie chciała mieszkać. Moim zdaniem, za butelkę powie całą prawdę. I musimy zrobić test DNA. »
Sonia mieszkała już z Nastią i Olegiem od czternastu dni. W tym czasie stan jej skóry widocznie się poprawił, nosiła eleganckie ubranie, a włosy miała starannie przycięte i zaplecione w warkoczyki.
Sonya pokochała swój nowy wygląd! Podjęła stanowczą decyzję: kiedy jej pobyt wśród tych dobrych ludzi dobiegnie końca, nigdy więcej nie wróci na ulicę. Pójdzie do sierocińca, będzie się uczyć, będzie nosić czyste ubrania i nigdy nie będzie taka jak jej ciotka. Zrobiłaby wszystko, żeby stać się taka jak Nastia. Nastia była taka piękna i inteligentna, a co więcej, grała na pianinie!
Sonia wstrzymywała oddech za każdym razem, gdy Anastazja Aleksandrowna siadała przy instrumencie. Jakże ona chciałaby grać na tych czarno-białych klawiszach! A ojciec Kostyi, jakiż wspaniały człowiek! Wydawał się surowy, ale tak naprawdę był bardzo miły…
„Sonya… Sonya…”
Dziewczyna podskoczyła, wyrwana z zamyślenia. Oleg podszedł do niej z papierami w ręku, a Anastazja Aleksandrowna cicho płakała, ocierając łzy. Sonya zesztywniała. Złowieszcze przeczucie w sercu. Łzy same napłynęły jej do oczu.
„Okej, muszę iść… Czy mogę zadzwonić do opieki społecznej?” Niech zabiorą mnie do sierocińca. Nie chcę wracać na ulicę…
„Sonya, nie!” „Nie chodzi o ulicę ani o sierociniec” – powiedział Oleg czule, siadając obok niej na sofie.
„Ale ja nie chcę wracać do ciotki…”
„Nie będziesz musiał tego robić. Wysłaliśmy ją do ośrodka rehabilitacyjnego, aby leczyła alkoholizm. A ty zostaniesz tutaj, z nami. Pójdziesz do szkoły, odkryjesz świat, a Kostia… Kostia zostanie twoim bratem. Tak postanowiliśmy. »
Sonya pokręciła głową, próbując zrozumieć, co się dzieje.
„O czym mówisz?” Wyjaśnij mi… »
„Czy wiesz coś o swoim ojcu?” »
„Nie… Moja ciotka ciągle mnie obrażała, mówiąc, że mój ojciec porzucił moją matkę, gdy była w ciąży…”
„Nikt nikogo nie porzucił, moja droga” – odpowiedział cicho Oleg. „On nie żyje. Teraz, gdy wiem, gdzie mieszkałaś, rozumiem, że miał właśnie dołączyć do twojej matki… Opowiem ci wszystko o twoim tacie. Był wspaniałym człowiekiem. A jeśli pewnego dnia zechcesz nazywać mnie „tatą” lub Nastię „mamą”, wiedz, że sprawiłoby nam to ogromną radość. »







