Mój przyjaciel odegrał ważną rolę w znalezieniu mojej drogi życiowej.
Miałam 28 lat, gdy poznałam mojego przyszłego męża, Ruslana, który miał wówczas 32 lata.

Spotkaliśmy się i oboje poczuliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni.
Kiedy zamieszkaliśmy razem, zauważyłam, że Rusłan prawie nie mówił o swojej rodzinie.
Tylko z okazji ważniejszych świąt jeździliśmy do domu jego matki, Mariny Dmitrievny, która mieszkała w pobliskiej wiosce.
Była miłą i kochającą starszą panią, która nauczyła mnie gotować i nawet podarowała mi książkę ze swoimi ulubionymi przepisami.
Kiedy tylko mógł, dawał nam domowe jedzenie i przetwory.
Moja teściowa przyjęła mnie z otwartymi ramionami i traktowała jak córkę.
Nie mogła jednak nie zauważyć dystansu i chłodu, jakie panowały między nią a Rusłanem.
Pytanie dlaczego nie było stosowne, więc milczałem.
Wszystko układało się między nami dobrze; Więź między Rusłanem i mną wydawała się silna.
Aż pewnego dnia Marina Dmitriewna zadzwoniła do mnie i powiedziała, że źle się czuje i błagała mnie, żebym ją odwiedził.
Nie myśląc wiele, poprosiłem o dzień wolny w pracy i poszedłem do miasta.
Zastałem ją bardzo słabą, a jej stan mnie zaniepokoił.
Zadzwoniłem po karetkę.
Lekarze stwierdzili, że konieczne jest leczenie, lecz w szpitalu nie było już wolnych łóżek.
Dlatego bez wahania postanowiłem zabrać ją ze sobą do miasta, żeby miała dostęp do lekarzy, a ja mogłem się nią zaopiekować.
Ale tego, co nastąpiło potem, nie spodziewałem się w ogóle.
Gdy wszedłem do mieszkania, Rusłan wybuchnął wściekłością, pytając, dlaczego przyprowadziłem jego matkę do domu i żądając, abym odprowadził ją z powrotem do wioski.
Zamarłem.
Marina Dmitriewna, stojąca za mną, poczuła niepokój i chciała odejść.
Ale odmówiłam: kazałam mu zdjąć płaszcz i usiąść w salonie.
Spojrzałem Rusłanowi w oczy i powiedziałem mu wyraźnie: to także mój dom i decyzja o zabraniu twojej matki należy do mnie.
Jeśli mu się nie podoba, może odejść.







