Każdej nocy, dokładnie o drugiej nad ranem, mój młody sąsiad z góry puszczał muzykę rockową na pełną głośność, podczas gdy mój syn i ja spaliśmy. W odpowiedzi kupiłam skrzypce, a moje „utalentowane” dziecko zaczęło ćwiczyć dokładnie o ósmej rano — właśnie wtedy, gdy sąsiad zasypiał.
Każdej nocy, punktualnie o drugiej, mój młody sąsiad z góry włączał rock na pełną głośność, gdy ja i mój syn spaliśmy; w odpowiedzi kupiłam skrzypce, a moje „utalentowane” dziecko zaczęło ćwiczyć dokładnie o ósmej rano.

O drugiej nad ranem obudziły mnie dziwne dźwięki w mieszkaniu. Najpierw rozległ się stłumiony pomruk, jakby gdzieś w oddali przejeżdżał pociąg. Potem dołączył bas i wszystko zamieniło się w wibracje, które wprawiały ściany w drżenie i powodowały brzęczenie naczyń w szafce. Muzyka nie brzmiała jak zwykłe odtwarzanie, lecz wydawało się, że dosłownie napiera z góry.
Sąsiad był osobą kreatywną. Jego kreatywność polegała na tym, że potrafił słuchać ciężkiego rocka całymi godzinami, najczęściej w nocy, i uważał to za normalny sposób relaksu. Szczególnie lubił włączać muzykę wtedy, gdy normalni ludzie już spali.
Jestem spokojną, bezkonfliktową osobą. Pracuję jako księgowa, mieszkam z moim siedmioletnim synem i marzę o najprostszych rzeczach — o ciszy i śnie bez nocnych przebudzeń. Ale kiedy nagle wyskakujesz z łóżka, bo masz wrażenie, że ktoś krzyczy ci prosto do ucha przez sufit, spokój szybko znika.

Za pierwszym razem nie wytrzymałam i poszłam w nocy do sąsiada. W szlafroku i kapciach, zmęczona i zdenerwowana. Gdy drzwi się otworzyły, stał przede mną około trzydziestoletni mężczyzna. Z mieszkania czuć było dym, a muzyka była bardzo głośna.
— Proszę posłuchać — powiedziałam, starając się mówić spokojnie —. Jest późno, mam dziecko i jutro muszę wcześnie wstać. Czy mógłby pan ściszyć muzykę?
— Ale przecież nie była aż tak głośno — odpowiedział zaskoczony. — To po prostu dobry dźwięk.
— Ściany drżą — odparłam.
— Dobrze, spróbuję ściszyć — mruknął i zamknął drzwi.
Cisza trwała około dziesięciu minut. Potem wszystko zaczęło się od nowa, jakby naszej rozmowy nigdy nie było.
— Czy wy jesteście w ogóle normalni? — warknął. — Przecież jest rano!
— Dzień dobry — odpowiedziałam spokojnie. — Zajmujemy się muzyką.
— Głowa mi pęka!
— Dziwne — powiedziałam. — W nocy ci to nie przeszkadzało.
Spojrzał na mnie, potem na mojego syna ze skrzypcami w ręku.
— Robicie to specjalnie?
Każdej nocy, dokładnie o drugiej, mój młody sąsiad z góry puszczał rock na pełną głośność, gdy ja i mój syn spaliśmy. W odpowiedzi kupiłam skrzypce, a moje „utalentowane” dziecko zaczęło ćwiczyć dokładnie o ósmej rano.
— Rozwijamy talent — odpowiedziałam. — To ważne dla przyszłości. Wszystko zgodnie z prawem.

Ćwiczyliśmy tak każdego ranka przez cały tydzień. Muzyka z góry zniknęła już po kilku dniach. W piątek wieczorem sąsiad sam przyszedł na dół. Wyglądał na zmęczonego.
— Dogadajmy się — powiedział. — Już nie daję rady.
— Słucham — odpowiedziałam.
Położyłam na stole kartkę i długopis.
— Po dziesiątej wieczorem — całkowita cisza.
— A jeśli będę miał gości?
— A jeśli my mamy zajęcia w weekendy rano?
Każdej nocy, dokładnie o drugiej, mój młody sąsiad z góry włączał rock na pełną głośność, gdy ja i mój syn spaliśmy; w odpowiedzi kupiłam skrzypce, a moje „utalentowane” dziecko zaczęło ćwiczyć dokładnie o ósmej rano.
Milczał i skinął głową.
— Dobrze. Po dziesiątej — cisza.
— A skrzypce zostają — dodałam. — Na wszelki wypadek.
Doszliśmy do porozumienia. I od sześciu miesięcy w nocy panuje cisza.







