Sąsiedzi są obcokrajowcami, prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiamy — mówimy sobie tylko „dzień dobry” w windzie. I pewnego wieczoru ktoś zapukał do drzwi. Stali tam, uśmiechnięci, wręczyli mi torbę i powiedzieli po rosyjsku z akcentem:
Zagraniczni sąsiedzi dali mi to i życzyli smacznego, ale to jest coś twardego i w ogóle nie wygląda jak jedzenie, raczej jak jajko.
— Smacznego!

Spojrzałem w dół — a tam było… to. Ciemne, twarde, dziwne rzeczy, jakby pochodziły z muzeum albo z filmu o dinozaurach. W ogóle nie wyglądały na jadalne. W ręku były zimne jak kamień. Nawet je powąchałem — prawie bez zapachu.
— Czy to… jest jedzenie? — zapytałem ostrożnie.
Kiwnęli głowami, uśmiechnęli się szerzej i odeszli.
Stałem długo w kuchni z torbą. Myśli krążyły w głowie:
„Co jeśli to wcale nie jest jedzenie? Co jeśli to żart? Co jeśli czegoś bardzo ważnego nie rozumiem?”
Włożenie tego do lodówki wydawało się przerażające, wyrzucenie — nieprzyjemne. W końcu szukałem w Internecie. Szukałem po obrazkach, opisach, kształtach. A kiedy w końcu to znalazłem, nie mogłem uwierzyć własnym oczom…
Czy widzieliście coś takiego kiedyś?
Okazało się, że to była kastania wodna.
Można to jeść. Obiera się to, gotuje, je na surowo. W niektórych krajach to zupełnie normalne jedzenie, niemal przysmak. W całym swoim życiu nigdy czegoś takiego nie widziałem.

Następnego dnia spotkałem sąsiadów i powiedziałem, że dowiedziałem się, co to jest. Ucieszyli się, zaczęli szybko tłumaczyć i pokazywać gestami, jak się to obiera i je.
I pomyślałem, jak dziwny jest świat: dla jednych to coś niepokojącego i niezrozumiałego, dla innych po prostu — „smacznego”. 🤔☹️







