Żona zaczęła zauważać zmiany na długo przed tym, zanim wszystko się wydarzyło. Mąż stał się zimny, zdystansowany, często znikał wieczorami i coraz rzadziej patrzył jej w oczy.
Zadawał dziwne pytania, jakby mimochodem: co stanie się z jej firmą, jeśli coś jej się stanie, komu przypadną konta, czy ubezpieczenie jest opłacone, czy odświeżyła dokumenty. Na początku żona zrzucała to na stres, zmęczenie albo kryzys w związku, ale niepokój w środku narastał.
Pewnego dnia, kiedy nie było go w domu, kobieta przypadkiem zauważyła na jego biurku teczkę. W środku znajdowały się dokumenty dotyczące jej ubezpieczenia na życie i zdrowie. Kwota była tak wysoka, że aż wstrzymała oddech. Na dokumentach widniał podpis męża. W tamtej chwili zrozumiała, że to już nie był zwykły chłód w małżeństwie. Mąż coś planował.
Nie urządziła awantury. Nie dała po sobie nic poznać. Zachowała się tak, jakby nic nie wiedziała.
W dniu rocznicy mąż zaprosił ją na randkę. Był czuły, uważny, trzymał ją za rękę i mówił dokładnie te słowa, których nie słyszała od dawna.
Przez chwilę żona nawet pozwoliła sobie pomyśleć, że może to wszystko było tylko jej wyobraźnią. Że mąż wciąż ją kocha.

Zaproponował wyjazd w góry, na malowniczą skałę, żeby zrobić piękne zdjęcia na pamiątkę. Podejście nie było łatwe, wiatr się nasilał, a wokół snuła się gęsta mgła. Żona podeszła do samej krawędzi, podziwiając widok i czując zimne powietrze na twarzy. Mąż stał za nią.
Kiedy się odwróciła, męża już za jej plecami nie było.
Zamiast niego stali tam trzej umięśnieni mężczyźni w ciemnych ubraniach. Zbliżyli się zbyt szybko. Kobieta próbowała się cofnąć, bronić, ale siły były nierówne. Jeden z bandytów chwycił ją za rękę, drugi popchnął w ramię, trzeci przytrzymywał ją, żeby nie mogła się wyrwać.
Tuż przed tym, jak jej ciało spadło z ogromnej skały, jeden z nich pochylił się i powiedział niemal spokojnie:
— Miłego pobytu w piekle. Pozdrowienia od męża.
Potem kobieta nie pamiętała już niczego.
Mąż był przekonany, że wszystko przebiegło zgodnie z planem. Trzej mężczyźni, po otrzymaniu zapłaty, zaczęli schodzić w dół, żeby upewnić się, że ciało naprawdę leży u podnóża skały i nie zostaną żadne ślady. Ale bandyci nie mieli pojęcia, jaki koszmar czeka ich na dole.
Nie wiedzieli, że kilka dni przed wyjazdem żona zwróciła się do prywatnej firmy ochroniarskiej i policji, przekazując im kopie polisy oraz nagranie rozmowy, w której mąż omawiał „rozwiązanie problemu”.
Zgodziła się na spotkanie w górach dopiero wtedy, gdy plan był już gotowy.

Pod jej ubraniem znajdował się lekki system asekuracyjny do wspinaczki, ukryty pod kurtką. Gdy została zepchnięta, karabińczyk zadziałał dokładnie tak, jak powinien.
Upadek był brutalny, uderzyła o skałę i straciła przytomność, ale nie roztrzaskała się. Utrzymała ją lina wcześniej zamocowana po przeciwnej stronie uskoku.
Gdy mężczyźni zeszli na dół, nie zobaczyli bezwładnego ciała.
Czekali tam policjanci i grupa operacyjna, która obserwowała całą scenę z sąsiedniego stoku przez sprzęt optyczny.
Nagranie było prowadzone z kilku kamer. Mąż był już w tym czasie pod obserwacją i został zatrzymany kilka godzin później.
Liczył na to, że zdobędzie jej pieniądze i zacznie nowe życie.
Ale ostatecznie stracił wszystko.







